Menu stron
Rss
Menu kategorii

Dodane przez dnia Maj 29, 2012 w Bartosz | 0 komentarzy

Nauka samodzielnego zasypiania

Po miesiącu spania na brzegu łóżka, czasem na desce mówię – dość! Mały zbuntował się i nie chciał spać w swoim łóżeczku i z płaczem lądował u nas.

Mamy wielkie łóżko, z czego połowę zajmuje mężulek, swoja połówką ostatnie czasy przyszło mi dzielić się z Bartkiem. To dzielenie zazwyczaj kończyło się na tym, że spałam albo na skraju łóżka, albo w nogach 🙂 Poczytaliśmy trochę na różnych forach, przystawiliśmy łóżeczko do naszego łóżka, przenosiliśmy brzdąca jak tylko zasnął i co – i płacz. Zasnął – przenosimy go – płacze (a raczej wrzeszczy) i tak 4 -5 razy w nocy. Poddałam się i spał z nami, zasypiał w parę sekund z uśmiechem.

Od dwóch nocy z zaciśniętymi zębami i łzami w oczach wprowadzamy samodzielne zasypianie. Szczerze mówiąc na początku myślałam myślałam, że będzie gorzej – dwu -trzy godzinne wrzaski. Pierwsza noc zasnął w niecałą godzinę. Druga noc zasnął po 20 minutach. Wydawało by się, że się uda. Przez kilka nocek było super, aż tu nagle przyszedł jakiś kilku dniowy wyjazd do babci – i po powrocie od nowa to samo – wędrówka do taty i mamy. Eh… na pewno po raz kolejny nie będę testować metody zasypiania 3-5-7! Może i działa, ale nie dość, że jest mi ciężko znieść jak mały płacze z przerażenia, to mam wrażenie że krzywdzę go tym – choć wiem, że nic złego mu się nie dzieje. Nie wiem w jaki sposób i jak długo będzie to trwało – po każdym zaśnięciu będziemy przenosić śpiocha do jego łóżeczka a jak wróci to pozostaje mi ten malutki skrawek łózka 😉

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.