Menu stron
Rss
Menu kategorii

Dodane przez dnia Lip 13, 2011 w Codzienność | 6 komentarzy

Pierwszy dzień bycia tatą

(…) I stało się, stało się, to co miało się stać (…)” – jak to miał w zwyczaju śpiewać Kazik S.

Dziś o godzinie 11.25 przyszedł na Świat funkiel nówka Holuk. Tak patrzę na tą datę i czytam, że tego dnia w latach poprzednich wybuchała epidemia cholery, palono wioski, Szwedzi napadli Polskę… mam nadzieję, że narodziny naszego syna nie spowodują aż tak dramatycznych wydarzeń w przyszłości 😉

Zarówno dzieciątko, jak i żona w pełni zdrowia – tzn. na tyle zdrowi na ile mogą być po porodzie. Bartek – bo tak będzie miał na imię, malutki jak przecinek 😉 mały nosek, małe usteczka i uszka – cały malutki. Widziałem tylko jego twarz, gdyż owinięty był w jakieś szpitalne chusty – ale i tak wystarczyło aby stwierdzić, że podobny do mnie 😉 Żona pewnie w kolejnym wpisie stwierdzi, że jest wręcz odwrotnie, ale… haha, ja pierwszy piszę więc moja racja 😉

Dzień pełen nerwów – pobudka z samego rana, niepewność daty porodu żony, później nerwowe oczekiwania na to co się wydarzy, powiem Wam, że stres jaki temu towarzyszył nie może się z niczym równać – jakby zebrać stresy z dnia ślubu + z dnia obrony + z kilku innych ważnych dni, to i tak nie wyrównały by tego dzisiejszego. Myślałem, że zasłabnę czekając pod salą operacyjną, gdzie Mały w bólu się rodził. Poty mnie oblały, ręce latały z kieszeni do kieszeni, ustać w miejscu nie mogłem. A jak już wynieśli synka z sali to myślałem, że słowa nie dam rady wypowiedzieć – tak mnie w gardle ścisnęło, że myślałem że się poryczę. Tak… bez „śmiacia” się tu… emocje były duże.

Pewna ulga nadeszła gdy usłyszałem zza drzwi pierwszy płacz (czy cokolwiek to było) dziecka – tu już byłem pewny, że oddycha i raczej wszystko jest ok. Zaraz po tym pielęgniarki go wyniosły i mogłem po raz pierwszy się z nim przywitać – ehh, fajna sprawa. Później obawa o Sylwię, ale też dość krótka bo wkrótce zobaczyłem jej uśmiechniętą buzię na sali operacyjnej. Bidulka moja kochana nieco zamotana i bez czucia w dolnej części ciała, ale ze świadomością, że wszystko jest dobrze i spełniania obowiązku rodzinnego 😉

Potrzymałem chwilę moje zawiniątko i kurcze… jednak narodziny syna, czy w ogóle dziecka to naprawdę jest cel życia. Takiego spełnienia jako człowiek nie czułem nigdy.

Tylko jakoś do tej pory nie mogę się oswoić z myślą, że będzie taki bąbel wołał na mnie tato, oczekując że wiem wszystko i będę w stanie we wszystkim mu pomóc – przecież ja sam nie mogę sobie ze sobą poradzić 😉 Hmm, mam nadzieję, że sprostam zadaniu i nie wyklnie mnie chłopak jak dorośnie.

Zrobiłem fotkę zaraz po porodzie, ale na razie nie chcę publikować, może Sylwia jak ją wypuszczą to je zamieści na blogu.

6 komentarzy

  1. No Daniel, opisałeś to w tak piękny sposób że łezka mi się zakręciła w oku. Z takiej strony Cię nie znałam 🙂 Pozdrów Sylwię i buziaczek dla Bartka 🙂 Fajne imię 🙂

  2. Daniel, no to gratuluję 🙂
    Całe SEO gratuluje 🙂

  3. Mi też się miękko w kolanach zrobiło 🙂 Gratulacje tato Danielu!

  4. Jejku, Holik aleś ty się wrażliwy zrobił, ale to naprawdę super co napisałeś – przypomniały mi się narodziny Zosi.
    BUZIAKI DLA SYLWII I BARTOSZA

  5. A tak poza tym to mi się strasznie tęskni już za Tobą – za Wami – kiedy przyjeżdżacie do Chełma?

  6. Wiesz co Dytka, nie prędko. Jak wiesz nie jesteśmy zbyt mobilni, a z Bartkiem ciężko będzie póki co gdziekolwiek pojechać.

Dodaj komentarz