Menu stron
Rss
Menu kategorii

Dodane przez dnia Sie 1, 2010 w Codzienność | 0 komentarzy

Przeprowadzka #1

Do zmiany lokalu przymierzaliśmy się już od wielu miesięcy, dopiero jednak po ślubie postanowiliśmy, że koniec tego współkoczowania z obcymi ludźmi i czas najwyższy znaleźć sobie jakiś kąt w którym bylibyśmy sami we dwoje – a ja zostanę Panem domu 😉 A jak!

Przez ostatnie trzy lata naszego związku wynajmowaliśmy średniej wielkości pokoik w mieszkaniu dzielonym jeszcze z dwiema innymi parami. Nie będę się rozpisywał jaka to byłą męczarnia dzielić wszystko z zupełnie obcymi osobami, kuchnia częściej zajęta niż wolna, jak przypiliło do łazienki to odgrywał się istny dramat, walka o miejsce w lodówce itd. Dodając do tego fakt, że nie dogadywaliśmy się ze współlokatorami to tworzy nam się średnio miły widok.

A więc jak już wspomniałem zapadła decyzja – przeprowadzka, im szybciej tym lepiej. Kilka zupełnie nieudanych wizyt w wynajmowanych mieszkaniach – powiem Wam że też ludzie mają tupet wynajmować takie rudery i jeszcze za niemałe pieniądze, ja to bym się chyba wstydził. Ale wracając do tematu, za czwartym razem znaleźliśmy kawalerkę, która spełniała nasze wymagania, czyli sprzęt AGD na miejscu, po remoncie, w dogodnym miejscu (właściwie do dwa bloki obok naszej poprzedniej stancji), z ładną łazienką – niby podstawy, jednak zwiedzając wcześniejsze mieszkania to nie jest takie oczywiste.

Mieszkanko wśród mało imprezujących sąsiadów-emerytów 😉 mam nadzieję, że za wiele balang to nie będzie. Drugie piętro, blok właśnie ocieplany, okienka plastikowe, parkiecik… wszystko w najlepszym porządku. Jedynym minusem to wiadomo co będzie – cena, jednak zobaczymy po pierwszych dwóch miesiącach, może nie będzie tak źle i nie będziemy przymierać głodem.

W sobotę z rana przy pomocy Damiana przenieśliśmy wszystkie nasze graty do nowego mieszkania, do tej pory nie mam zielonego pojęcia skąd tego się tyle wzięło, kilka godzin targania toreb, worków i innych sprzętów. A następnie zakupy najpotrzebniejszych rzeczy i układanie wszystkiego po szafkach, półkach i regałach… istna katorga. Tu muszę pochwalić moją małżonkę, bo dziewczyna zasuwała jakby coś wciągnęła na pobudzenie, ale to chyba ze szczęścia, że w końcu będziemy mieszkać jak rodzina. Ja to już na początku opadłem z sił, ona jedyna dawała radę, i tym sposobem już w niedzielę mamy wszystko ładnie poukładane.

Internet tymczasowy z Playa, jednak w piątek ma przyjechać monter Vectry i nam założyć dość szybkie łącze – bez tego to ani rusz 😉

I tak zaczynamy sobie żyć we dwójkę, a kto wie, może za jakiś czas we trójkę? 😉 Oby.

P.S. Dzięki Damian za pomoc, bez Ciebie nie dalibyśmy rady. Aha… i jeszcze, zapraszamy na parapetówę 😉 tylko nie z pustymi rękami – dżakuzi nam brakuje.

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.