Menu stron
Rss
Menu kategorii

Dodane przez dnia Lip 26, 2010 w Ślub | 0 komentarzy

Mąż i żona

Dziś minął miesiąc  jak oficjalnie zostałam panią Holuk. Dokładnie  26 czerwca o godzinie 16 odbył się nasz ślub. Cała uroczystość zaślubin jak i przyjęcie odbyły się w mojej rodzinnej miejscowości – w Polichnie.

Wszystko pamiętam, jakby to było dziś. Ów dzień zaczął się o godzinie 6, od samego rana kszątanie się po domu i nerwy coraz bardziej odczuwalne,  zwłaszcza u moje mamy… ale to przecież ja wychodzę za mąż 😉 A więc po kolei fryzjer, makijaż i już zaczynam czuć się jak (jeszcze wtedy) panna młoda. Godzina za godziną mija, powoli zaczynają zjeżdżać się goście weselnie, zjawia się i fotograf by uwiecznić nasze wspólne chwile.

Nadszedł czas aby ubrać śnieżno białą, piękną suknie, przypiąć welon. Jak się wtedy czułam – niesamowicie pięknie i szczęśliwie, trudno to opisać słowami… chyba znowu się wzruszyłam. Zjawiły się też moje dwa kochane aniołki Partycja i Łukaszek, chyba spodobałam się im jako panna młoda, wpatrywały się we mnie jak w obrazek, zwłaszcza niunia. Ok. godziny 15 zjawił się pan młody z bukietem kwiatów w rękach, z szczęściem na twarzy. Póki co wszystko na razie obywa się bez stresu, no może poza dygoczącymi nogami podczas błogosławieństwa jakie dostaliśmy od rodziców. Powoli zbieramy się do kościoła, maszerujemy przed ołtarz, z uśmiechem na twarzy i mocnym biciem serca by złożyć przysięgę. Podczas tej przysięgi towarzyszą nam oczywiście Pati i Łukasz, ksiądz żartobliwie zapytał czy one też zamierzają zawrzeć ślub ;), i czy może to przypadkiem nasze dzieci. Od tej chwili już jako mąż i żona…

„…i ślubuję ci miłość, wierność, i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci…”

Nie wiem jak opisać to co się czuje stojąc przed ołtarzem, składając i słysząc przysięgę, nakładając obrączki. Na pewno jest to niezapomniana chwila dwóch kochających się nad życie osób. Lekki dreszczyk, echo bijącego serca, szczęście na twarzy… coś pięknego 🙂 Po uroczystości życzenia od najbliższej rodziny, wszystkich osób towarzyszących nam w ten niezwykły dzień. A więc teraz czas na zabawę weselną, szampan, orkiestra, smakołyki wszystkiego pod dostatkiem.

„When I need you
I just close my eyes and Im’ with you
And all that I so want to give you
it’s only a heart beat away…”

Jako pierwszy taniec tańczyliśmy walca angielskiego, do piosenki Roda Stewarta „When I need you”. Do tego walca przygotowywaliśmy się na kursie tańca, ćwiczyliśmy kilkanaście godzin a stres i tak zrobił swoje, troszkę pomyliliśmy kroki, całe szczęście chyba nikt nie zauważył tego, a i tak było jak w bajce 😉 Goście bawili się do białego rana. Po imprezie pozostały piękne wspomnienia, zdjęcia które bardzo często przeglądam, no i suknia wisząca u mamy w domu. To był wspaniały, niezapomniany jedyny taki w życiu dzień, oby takich chwil jak tego dnia w naszym życiu było jak najwięcej…

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.