Menu stron
Menu kategorii

Dodane przez dnia Wrz 2, 2014 w Bartosz | 0 komentarzy

Pierwszy dzień w przedszkolu…

Pierwszy dzień w przedszkolu…

Nadszedł długo oczekiwany dzień. Pierwszego dnia w przedszkolu bardzo się stresowałam, ale okazało się, że niepotrzebnie. Bartuś wraz ze swoją koleżanką Mają za rączkę weszli do sali prosto do nowych zabawek. Pani przedszkolanka zamknęła drzwi do sali… i co tu dalej robić. Zza drzwi słychać było płacz dzieciaków, od razu tysiąc myśli przewija się po głowie. Odczekałam kilka minut i postanowiłam zaglądnąć do sali, a tam widzę swojego małego robaczka siedzącego na krzesełku ze smutną minką… no ale cóż trzeba zagryźć zęby i iść do domu. Dobrze, że mąż był ze mną tego dnia – bo chyba bym zwariowała. W domu taka dziwna pustka, nie słychać bajek w tle, nikt nie krzyczy, nikt nie biega. Posprzątałam cały dom, wyprałam pościel i idziemy na rowery – tak na pewno szybciej czas minie 😉 Pojeździliśmy po mieście, pochodziliśmy po nowo otwartym sklepie, jedziemy dalej. Zrobiliśmy ponad 15 km. Dzwoni sąsiadka z pytaniem czy może już idziemy po nie? No to idziemy, na wszelki wypadek gdyby inni rodzice wybrali swoje dzieci a nasze nie zostały same – mąż się  śmieje, choć wiem, że i on to przeżywa, i tak samo jest ciekawy jak my.

Do przedszkola dotarliśmy kilka minut po godz. 13. Pani pyta się: Czemu tak wcześnie? Teraz wszystkie dzieci śpią! Delikatnie uchyliła nam drzwi a tu wszystkie robaczki jak jeden mąż smacznie sobie śpią. Popytaliśmy trochę i okazało się, że nasz przedszkolaczek znosi to dobrze i jest super gość 😀 od razu ulga na serduchu i żołądek wrócił na swoje miejsce. Czekamy dalej, po obiadku mamy je odebrać. No ale przecież nie idziemy do domu, chodźmy na plac zabaw posiedzieć – gdzie często byliśmy z dzieciakami.

Ok. godziny 14.30 jesteśmy już z powrotem. Pani wyprowadza nasze dzieciaki, a one z uśmiechem biegną się przytulić. Chyba było całkiem fajnie. Pierwsze słowa Bartusia: mamo, gdzie tak długo szedłaś? Mama była w pracy kotku, ale już po ciebie przyszłam. Fajnie było? Tat ! – i uśmiech. Mamo ale masz kłopot – jaki myszko? Pić mi się sce 😉

Po buźce widzę że obiadek zjadł, buźka wyciapana w keczupie. Zjadłeś obiadek- tat. A co było na obiadek: makalon z kluchami 😉 ( makaron z serem żółtym i keczupem).

Po drodze do domu próbujemy wypytać jak było. Chyba było całkiem fajnie. Za tak udany pierwszy dzień – Bartuś dostał nagrodę –  poduszkę wściekłego czerwonego ptaka: chajna ta nagroda- powiedział 😉

Na drugi dzień, Bartuś sam się obudził o 6.30, na zmianę raz chciał iść do przedszkola raz mówił, że z mamą zostanie. Ale zebraliśmy się i w drogę. Na pożegnanie całusek i za rączkę z Mają powędrowali na salę. Uff, ale ulga! Bez płaczu, bez marudzenia – dziś już jakoś łatwiej zniosę to siedzenie w domu, całkiem sama. I co ja będę robić?

Więcej zdjęć

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.